Четверг, 23.11.2017, 05:36

Анна Пучкова    Anna Puczkowa


Меню сайта
Календарь
«  Январь 2011  »
ПнВтСрЧтПтСбВс
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31
Друзья сайта
Олег Рубанский

Журнал



Статистика

Онлайн всего: 1
Гостей: 1
Пользователей: 0

Блог

Главная » 2011 » Январь » 12 » Symfomania - rozmowa z Oleksandrem Milewskim
14:03
Symfomania - rozmowa z Oleksandrem Milewskim
Интервью на портале Panorama Kultur (Люблин, Польша).
http://pk.org.pl/artykul.php?id=482


Symfomania

Lato 2010 w Ukrainie było latem muzycznych kontrastów i próbą łączenia tego, czego nie da się połączyć. Esteci chwytali się za serce słysząc jak kiczowate dyskotekowe kawałki naiwnie zostały wypełnione treścią z poezji Inokentija Anneńskiego (1909 rok). Skandalistka Lady Gaga wykorzystała koncert skrzypcowy Brahmsa (byle czymś zaskoczyć) – swoją drogą ciekawe, czy wczasowicze podrygujący przy utworze „Alejandro, Alejandro”czy rozpoznali w nim melodię czardaszu? Mimo tych prób łączenia stylów okazuje się, że pewnej części melomanów należałoby wyjaśnić kim jest owy Brahms i Anneński, innej – kim jest Lady Gaga.

Nie dziwne więc, że to właśnie tego upalnego lata dała o sobie znać grupa „Symfomania”. Łącząc to, co niepołączalne reprezentują styl muzyczny zwany symfo-rockiem. Urocze skrzypaczki, absolwentki szkół muzycznych występują w skórzanych kostiumach i makijażu a la wampir. Skrzypce nie grają Vivaldiego, a rocka – od „fantasy” do heavy-metalu. A pod sceną goci i metalowcy – ich wierni fani. Dla „Symfomanii” lato rzeczywiście było gorące. Było i tourne po Ukrainie, i prezentacja drugiego albumu „Aria”, liczne koncerty, wywiady w prasie i radiu. Udany start – może stwierdzić widz, ale zdziwi się po obejrzeniu nagrania z maja 2005 roku, gdyż kijowską Eurowizję otwierał efektowny utwór w stylu „fantasy” w wykonaniu… „Symfomanii”.

Z muzykami tego zespołu poznałam się w bardzo zuchwały sposób, wdzierając się do garderoby na pół godziny przed koncertem (czerwiec, kijowska sala koncertowa „Bingo”). Dziewczęta podczas wesołej rozmowy, malując oczy pokazały się z zupełnie nowej strony, jako inteligentne rozmówczynie, rzetelnie przygotowane do każdego występu scenicznego. „W dzieciństwie muzyka była tylko zabawą i przyjemnością – opowiada pierwsza skrzypaczka „Symfomanii” Maryna Łosycka – to, czym są skrzypce zrozumiałam dopiero w ostatnich klasach szkoły muzycznej. W akademii muzycznej zaczęły się z kolei poważne zajęcia i wielogodzinne próby. Od dziecka postrzegałam siebie jako muzyka klasycznego, nigdy nie marzyłam o karierze w zespole rockowym, Ale czy istnieje ściśle wytyczona granica między stylami? Na skrzypcach można zagrać kawałki rockowe, a nawet klasyczne przy akompaniamencie perkusji brzmią rockowo…”. Zgadza się z nią pianistka Olga Ajdinowa: „Ćwiczyć trzeba bez ustanku, 90 procent sukcesu to ciężka praca każdego dnia. Ale również niesamowita przyjemność. Jeśli cię nie kręci to co robisz, to nie warto”. Jasnowłosa romantyczka Weronika Czerniak (drugie skrzypce) poświęciła muzyce całe życie: próby, koncerty, konkursy. „Praktycznie nie mam typowych dziecięcych wspomnień, nie było czasu na zabawy, koleżanki i szkołę. Pamiętam, że rówieśnicy nazywali mnie Vanessą Mae, wtedy akurat stała się ona popularna” – zwierza się Weronika. Swoimi poglądami podzieliła się również wiolonczelistka Daria Sedowa: „By odnieść sukces w muzyce, trzeba przede wszystkim być człowiekiem. Ile masz w sobie dobroci, tyle i życia”.

O niełatwej codzienności zespołu „Symfomania” i całej ukraińskiej muzyki rockowej opowiada producent grupy Oleksandr Milewski. Jak przystało na producenta – o idei, historii i nawet filozoficznym tle muzyki „Symfomanii” wie najwięcej właśnie on.

- Symfo-rock dawno zdobył popularność na świecie. Jednak ukraińskie grupy symfo-rockowe nie wyszły jeszcze z „podziemia”. Które z zagranicznych zespołów tego gatunku inspirują was lub są uważane za waszych mentorów?

- Rzeczywiście, światowy symfo-rock rozwija się od dawna z wielkim powodzeniem. Już w latach 60. muzycy z popularnych zespołów jak Metallica czy Scorpions, zaczęli eksperymentować z orkiestrą symfoniczną. Dziś na świecie istnieje wiele stricte symfo-rockowych grup, i niektóre z nich są bardziej popularne w Ukrainie niż rodzimi wykonawcy. „Symfomania” jest najczęściej porównywana z fińską grupą „Apocalyptica”. Ja nie uważam tych porównań za udane! Chociażby dlatego, że mój własny pomysł stworzenia w Ukrainie symfo-rocka narodził się jeszcze 20 lat temu – czy istniała wtedy Apocalyptica?

- Proszę opowiedzieć jakie były początki „Symfomanii”.

- Wszystko zaczęło się właśnie od prostej idei. Pamiętam dobrze, jak w 1989 roku udałem się do kijowskiego Teatru Opery i Baletu na przedstawienie „Romeo i Julia” Prokofjewa. Z bólem serca patrzyłem na pół pustej sali. Kiedy wyszedłem z teatru natknąłem się na tłumy młodych ludzi, którzy wracali z koncertu bardzo popularnego w tamtym okresie zespołu „Łaskowy Maj”. Na koncert przyszło wtedy prawie 8 tysięcy ludzi! Pomyślałem wówczas, że w teatrze opery warto byłoby wystawić coś atrakcyjnego dla młodych ludzi, to czego lubią słuchać. Zagraniczny rock pasował do tego celu idealnie. Wtedy ja, młokos ze szkoły muzycznej, spróbowałem przerobić kilka znanych kompozycji na orkiestrę. Wszystko to zaniosłem prosto do dyrygenta teatru opery, i zacząłem go przekonywać. Niestety zostałem wyśmiany, gdyż moje pierwsze aranżacje były dalekie od doskonałości. Jednak wciąż widziałem perspektywy dla swoich pomysłów i nie pomyliłem się! W dzisiejszych czasach wiadomym jest, że klasyka w czystej wersji nie jest przeznaczona dla szerszej publiczności. Żeby ją czuć, trzeba się chociaż minimalnie orientować, umieć rozróżnić Szuberta od Szumana. Jak zatem przebiega popularyzowanie klasycznych kompozycji? Nadaje się im współczesnego brzmienia podkładając rytmy disco, lub wykorzystując klasyczne kawałki jako dzwonki w telefonach komórkowych. Jednym słowem, bierze się po uwagę najprymitywniejsze gusta. Jest jednak i inny sposób – zainteresowanie teatrem opery bardziej ambitnej i aktywnej młodzieży, fanów muzyki rockowej. Na takich koncertach usłyszą oni nie tylko ulubione melodie, ale także dobre wykonanie, zobaczą pełny profesjonalizm na scenie… Jak widać, w symfo-rocku kryje się nie tylko komercyjny aspekt, ale również misja wychowawcza.

- Jak się Panu udało znaleźć sprzymierzeńców – mam tu na myśli skrzypaczki z obecnego składu „Symfomanii”?

- Z zespołem, a dokładniej z różnymi zespołami eksperymentowałem dość długo. Pierwszych zwolenników znalazłem ucząc się w Kijowskim Instytucie Muzycznym im. R. Gliera (wtedy był on jeszcze szkołą muzyczną). Byli to skrzypkowie marzący, by grać rocka. Tak stałem się menadżerem swojego pierwszego zespołu – męskiego kwartetu smyczkowego. „Symfomania” to już moja trzecia grupa, pracujemy razem od 2004 roku. Niektóre członkinie przedtem występowały jako „Imperia”, zespół bliski symfo-rockowym brzmieniom. Muzyce smyczkowej towarzyszył fonogram z instrumentami perkusyjnymi i klawiszowymi. Nazwę zespołu zmieniliśmy na bardziej oryginalną, chwytliwą, „Symfomania” oznacza muzyczną pasję, miłość do muzyki. Sceniczny wizerunek muzyków to również efekt ciężkiej pracy. Dziewczyny same szyją sobie kostiumy, opracowują ruchy. Stopniowo dochodziliśmy również do przekonania, że fonogramy trzeba zastąpić „żywymi” dźwiękami perkusji i klawiszy. Wśród dawnych znajomych ze szkoły muzycznej znaleźliśmy profesjonalną pianistkę Olgę Ajdinową, a perkusistką niespodziewanie została nasza specjalistka techniczna Wiktoria Milewska – utalentowana osoba, z wykształcenia dyrygentka orkiestry narodowej. Tak się ukształtował nasz dzisiejszy skład: Maryna Łosycka (pierwsze skrzypce), Weronika Czerniak (drugie skrzypce), Iryna Szkułka (wiolonczela), Daria Sedowa (wiolonczela), Olga Ajdinowa (klawisze), Wiktoria Milewska (perkusja). Są jeszcze dwie osoby, skrzypaczka Marija Brodowa i altystka Walentyna Buhrak, które na razie z nami nie występują, ale duszą są z nami. Marija Brodowa opracowuje dla nas wszystkie aranżacje i komponuje własne utwory, pomaga jej Maryna Łosycka. Pracuje z nami także wspaniały kompozytor Wiktor Ajdinow, głównie jego melodie weszły do naszego pierwszego albumu „Imperia”.

- Czy były próby uzupełnienia muzyki skrzypcowej wokalem? Wtedy porównywano by was do innego fińskiego zespołu – Nightwish…

- Próbowaliśmy kilka razy znaleźć wokalistkę, i było to bardzo trudne. Bardzo dużo wymagam od muzyków. Żeby grać w naszym zespole nie wystarczy być dobrym wykonawcą. Przede wszystkim nasze dziewczęta są urodziwe, wysokie, pełne energii. Swoją bogatą, głęboką duszę wyrażają za pomocą instrumentów. Wokalista dodatkowo musi być liderem, który poprowadzi na scenie cały zespół. Jednocześnie nie może takiej osobie uderzyć do głowy woda sodowa! W Ukrainie jest wystarczająco dużo „gwiazdek”, każdy może nagrać piosenkę i nakręcić klip, wystarczą chęci i pieniądze. A nam zależy na pracy z profesjonalistą, z kimś o wielkiej ambicji twórczej. Bez tego muzyka jest jakby martwa.

- A propos ambicji. Jakie podejmujecie działania w celu promocji waszego zespołu? I co właściwie trzeba zrobić, żeby „rozkręcić” zespół w Ukrainie?

- „Rozkręcić” nie jest właściwym słowem, dotyczy ono show biznesu. My się do niego nie zaliczamy. Show biznes to przede wszystkim działalność w celu wzbogacenia się. Patrząc tak na tę kwestię nie jest trudno wypromować muzykę w Ukrainie, ale wiąże się to z dużymi wydatkami. Główne koszty to nagranie i promocja klipu. To co się u nas łatwo sprzedaje to głównie muzyka pop. Dlatego muzycy, nawet bardzo utalentowani, próbują swoich sił w tym gatunku lub współpracują z wykonawcami popowymi. W muzyce niekomercyjnej jest odwrotnie. Statystyki pokazują, że w Ukrainie jest ponad 1000 kapel rockowych, w samym tylko Sewastopolu prawie 300. Które z nich znamy i mamy okazję posłuchać? Nieliczne wyjątki! Twórczość „Symfomanii”, projektu niekomercyjnego, nie przynosi zbyt wielkich dochodów, a duchowy i finansowy wkład jest ogromny. Ale nasza twórczość jest przede wszystkim dla ducha i własnej satysfakcji. Miło, gdy ta satysfakcja jest silniejsza dzięki zyskom z koncertów czy prywatnych inicjatyw. A co do promocji, myślę, że dobra muzyka może się stać popularna i bez pieniędzy. Na przykład nasze kawałki już kilka miesięcy bezpłatnie są emitowane w radiu „Roks”, gdyż głosują na nie słuchacze.

- Gdy gracie popularne utwory w symfonicznej wersji, czy współpracujecie wtedy z ich autorami, oryginalnymi wykonawcami?

- Oczywiście, gdyż respektujemy prawa autorskie. Nie można pominąć tego aspektu, jeśli zespół dąży do czegoś więcej niż tylko występów na prywatnych imprezach w korporacjach. W Ukrainie jeszcze nie wszyscy przywykli do zachodniego pojmowania własności intelektualnej. Tak samo nie przywykli do dużych opłat za publiczne wykonanie czyjegoś utworu. Właśnie to często nie pozwala nam grać muzyki, która nam się podoba i do nas pasuje. Marzy nam się, na przykład, by ułożyć program z utworów Metallicy, Queen, Rainbow, skierować go do europejskiej publiczności… Ale wszystko znów rozbija się o prawa autorskie i pieniądze. Natomiast jeżeli chodzi o rosyjski rynek muzyczny odnosimy tu spore sukcesy. Właśnie przygotowujemy drugi album, w którym znajdą się nasze nagrania z kompozycjami koryfeuszy rosyjskiego rocka, zespołu „Aria”. Tutaj każdą kwestię poruszamy bezpośrednio z członkami grupy, i są to nie tylko kwestie prawne, ale i artystyczne. Kilka razy spotkałem się z założycielami i gitarzystami zespołu „Aria” Włodymyrem Cholstininem, z basistą i autorem piosenek Witalijem Dubininem, z perkusistą Maksymem Udalowym. Współpracujemy też z byłym wokalistą zespołu Walerijem Kipelowem, jego utwór „Wozmi moje serdce” również wszedł do naszego repertuaru. Nasi idole po odsłuchaniu kompozycji „Symfomanii” dali nam wiele cennych rad – jak interpretować utwory, nie rozczarować nie tylko samej „Arii”, ale i jej licznych fanów. Kilka kawałków musieliśmy nawet pisać od nowa.

- Dlaczego zainteresował was akurat zespół „Aria”?

- Dla rosyjskojęzycznych fanów rocka „Aria” to nie tylko zespół i nie tylko muzyka. Grupa ma milionową armię zwolenników w całym byłym ZSRR. To nietypowa epoka i nietypowa młodzież. Ich utwory są szczególnie bliskie zarówno mi, jak i dziewczętom z „Symfomanii”. Kompozycje „Arii” podobają się także naszym odbiorcom, wśród których są nie tylko fani metalu czy rocka. Pamiętam dobrze, jak blisko rok temu na koncercie graliśmy instrumentalną wersję jednego z utworów grupy „Aria”. Cała sala śpiewała po kolei wszystkie zwrotki! Niebywałe emocje. Najciekawsze, że to nie był koncert rockowy, ale event dla urzędników wysokiego szczebla, a także pierwszych osób w państwie… Nawet ci ludzie czasem potrafią „odpłynąć” przy dobrej muzyce! Wierzę więc w przyszłość ukraińskiego rocka jako prawdziwej „narodowej” muzyki. Tak samo jak w przyszłość ukraińskiego symfo-rocka.

- Jakie macie dalsze plany artystyczne – trochę banalne pytanie jak na zakończenie rozmowy ale co planujecie w najbliższej przyszłości, o czym marzycie?

- Po albumie „Aria” dalej chcielibyśmy pracować z rosyjskim rockiem. Będziemy też obchodzić smutną rocznicę – 15 sierpnia upływa 20 lat od tragicznej śmierci kultowego rosyjskiego muzyka rockowego Wiktora Coja. Już rozmawialiśmy z jego rodzicami i synem na temat symfonicznej aranżacji jego utworów. Posłuchali naszych kompozycji i dali „błogosławieństwo” na start tego projektu.

rozmawiała Anna Puchkova
tłumaczenie Karolina Janeczek
Просмотров: 380 | Добавил: PaniAnka | Рейтинг: 0.0/0
Всего комментариев: 0
Имя *:
Email *:
Код *: